Deftones w Polsce – relacja

Raswid 8 października 2011 8

Oddajemy w Wasze ręcę relację z koncertu Deftones w Polsce i towarzyszących temu imprez, zorganizowanych przez naszą redakcję. Przepraszamy, że tak dlugo musieliście na nią czekać, ale przez sytuacje niezależne od nas nie mogliśmy przekazać Wam jej prędzej. A teraz zapraszamy do lektury, dzięki której wszyscy wspólnie przypomnimy sobie ten piękny, sierpniowy dzień. Przyjemnej lektury :)

Before party

Dnia 15 sierpnia roku pańskiego 2011 osiemnastu śmiałków przybyło do przybytku zwanego Akademikiem, by wspólnie zintegrować się przed koncertem Deftones. Po rozgoszczeniu się w kątach tego urokliwego miejsca nastąpiło huczne biesiadowanie ;) Choć większość znajdujących się tam osobników nie znała się osobiście, to impreza ta udała się wyśmienicie. Wspólna pasja, zainteresowania i wszelkiego rodzaju płyny zdziałały cuda, tworząc jedną, wielką, deftonsową rodzinę, prawie jak z obrazka. Zjawiło się również wielu niespodziewanych przez nikogo gości. Swoją osobą uraczyli nas m. in. Sting, Jack Nicholson i Piotr Rogucki :D
Lecz nikt nie spodziewał się, co miało przynieść jutro…

Koncert

I oto nadeszła wiekopomna chwila. Dzień, na który tysiące fanów czekało od kilkunastu lat – pierwszy w historii koncert Deftones w Polsce.

W Parku Sowińskiego, gdzie odbywała się trzecia edycja festiwalu Rock In Summer, zgromadziła się spora liczba fanów wszystkich zespołów grających podczas tej odsłony. Lecz zdecydowanie przeważali fani Deftones. W tłumie można było też wyłapać obcokrajowców, którzy przyjechali specjalnie na koncert kapeli z Sacramento! Sporą grupkę stanowiła też ekipa naszego forum, w wyróżniających się niebieskich koszulkach Deftones Polska ;)

Przed występem Deftones mieliśmy też rozdawać ulotki dotyczące after party. Kilka rozdaliśmy, lecz ostatecznie zatrzymała nas ochrona, która prawie za to nas wyrzuciła z festiwalu. Nie spodziewaliśmy się, że mogą nam coś takiego zrobić, ale jak się okazało po rozmowie z przedstawicielem GoAhead, zgodę na reklamę imprezy trzeba było uzyskać dużo prędzej. Prawdopodobnie przez tą poniekąd śmieszną sytuację wielu z Was nie dowiedziało się o afterze.

Nie będziemy się rozpisywać o koncertach suportów (Tides from Nebula, Flapjack, Kvelertak), kolejkach po piwo i typowo „familijnej” atmosferze/wyglądowi festiwalu, bo już dosyć o tym powiedziano. Warto wspomnieć jedynie fakt, że jeden z członków TFN powiedział, że jest fanem Deftones od wielu lat i od dawna już marzył, żeby ich spotkać na koncercie, ale nigdy nie ośmielił się myśleć, że będzie grał przed nimi jako support.

Przerwa techniczna wydawała się dłużyć w nieskończoność. Kiedy w tle rozbrzmiewał beat „Radiohead – Little By Little (Caribou Remix)” można było odnieść wrażenie, że ludzie są w dziwnym amoku – za chwilę miało przecież nastąpić wiekopomne wydarzenie, coś na co wielu czekało długie lata! W powietrzu było czuć niepewność, zniecierpliwienie i szereg innych emocji.

Wreszcie nadeszła chwila, w której na scenie pojawił się zespół – publiczność zareagowała solidnym okrzykiem, było słychać podniecenie (zwłaszcza damskiej części). Setlista nie była zbyt zaskakująca, ale całkowicie zadowalająca. Myślę, że nie znalazł się żaden niezadowolony delikwent. Tekst nie jest w stanie oddać emocji jakie wywoływały poszczególne utwory więc warto byłoby jedynie skupić się na kilku wydarzeniach, przez pryzmat których będziemy wspominać ten koncert po latach:
– Przed utworem „Minerva” do sceny dotarła tabliczka z napisem „COME BACK CHI”, którą szybko przechwycił Chino i skomentował to bardzo serdecznym dziękuję. Zespół raczej nie był zaskoczony pamięcią fanów, ale niewątpliwie był to bardzo miły gest.
– Frontman Deftones nie mówił zbyt wiele pomiędzy utworami, ale jednym z ciekawszych wypowiedzi było przeproszenie wszystkich, że Polacy musieli tak długo czekać na przyjazd zespołu.
– Po zagraniu piosenki „Passenger” na scenie został jedynie Stef i Sergio. Oboje grali wówczas dość monotonną melodię. W międzyczasie reszta zespołu poszła się odświeżyć. Kiedy wrócili, wszyscy ludzie związani w jakiś sposób z Deftones Polska dosłownie oniemieli z wrażenia, Chino miał na sobie naszą niebieską koszulkę! Wszyscy poczuliśmy dumę, że mamy na sobie taki sam produkt :) Pewnie najbardziej zadowolony był wtedy Mateusz „Morto” Sobolewski – autor projektu.
– Kiedy emocje szalały w najlepsze podczas granego na bis „Root” publika wyczuła moment i przed sceną zrobiła się ogromna, wolna przestrzeń – zwiastowało to ścianę śmierci, która nie jest zbyt częstym elementem na koncertach Deftones (zdecydowanie bardziej spodziewałbym się tego podczas występu Kvelertaka). Taki miły akcent i swoisty prezent od polskich fanów :) Mam nadzieję, że nikt poważnie nie ucierpiał, a ewentualne drobne urazy zostały zniesione z uśmiechem na twarzy :)

After Party

Impreza, po której nikt tak naprawdę nie wiedział czego się spodziewać. Organizując to skromne spotkanie chcieliśmy, żeby w końcu doszło do spotkania fanów Deftones w jednym miejscu. Do tej pory ciężko było się wszystkim zebrać i umówić tak, żeby wszystkim pasowało. Dopiero pierwszy koncert w Polsce nam to umożliwił, a efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania.

Po przybyciu do Club Rock większość osób, wyczerpanych po pięknym koncercie, porozsiadało się w lożach, zamówiwszy coś do picia i zaczęło już na spokojnie dyskutować o emocjach po koncercie i nie tylko. Powiedzmy sobie szczerze, że atmosfera na początku After Party była smętna. Dopiero po około godzinie czasu, gdy już większość zgromadzonych tam osób, była zdecydowana na opuszczenie lokalu i udaniu się na odpoczynek lub pociąg/autobus do domu impreza się rozkręciła. A to wszystko przez przybycie części zespołu Deftones na nasze skromne After Party, które dzięki temu małemu faktowi przeszło do historii. Obecność Abe’a, Franka i Sergia wprawiła w zdumienie wszystkich, nawet obsługę klubu, łącznie z właścicielką. Euforia panował niesamowita, niektórzy krzyczeli, inni od razu musieli napić się czegoś mocniejszego, byli też tacy, którzy szukali swojej szczęki, która im opadła z wrażenia.

Oczywiście od razu padło pytanie, czy zjawi się też Chino i Stephen. Zapytano o to Abe odpowiedział:
„Nie, jesteśmy tylko my trzej. Ale lepsze to niż nic, prawda ?” To powinno wyjaśnić wszystko tym, którzy czuli niedosyt z powodu nieobecności wokalisty Deftones.

Nie było chwili, gdy któryś z członków zespołu, miał chwilę spokoju. Co chwilę byli proszeni o autograf, pamiątkowe zdjęcie i choć krótką rozmowę. Momenty nietrwające długo, ale zapadające w pamięć na zawsze.
Po około 20-25 minutach od ich przybycia Abe powiedział mi: „Przyjechaliśmy tutaj się zrelaksować i napić” i poprosił, żeby przekazać ludziom o nienapieranie tak na nich. Ciężko było Was do tego przekonać z wiadomych przyczyn. Nie co dzień można porozmawiać z ukochanym zespołem. Ale nie wiem czy wszyscy o tym wiedzą, lecz zapytany prędzej Abe o to jak długo mogą zostać, powiedział: „Nawet do jebanego rana” :D No, ale niestety nie wytrzymali.

Są dwie opcje, które mogły to spowodować. Albo Frank (na którego co jakiś czas zwracał mi uwagę Abe, żeby go nie denerwować) już nie mógł wytrzymać naszego „męczenia”, albo wykończyła ich nasza polska wódka ;D Trunek, który sporo kosztował, lecz możliwość napicia się z Deftones jest bezcenna. Przy okazji tej sytuacji okazało się, że Sergio mieszka w dzielnicy, w której sporo jest Polaków, więc zna trochę naszych tradycji. Zawołany na „jednego” od razu stwierdził: „Wódka, oj to się źle skończy. Zaraz będzie jeszcze jeden i kolejny…” Zobaczyliśmy też jacy z nich twardziele, bo albo nie zapijali wódki w ogóle, albo popijali piwem.

Frank z kolei wolał piwo od wódki, lecz dał mi wybór mówiąc: „Chcesz widzieć szczęśliwego Franka, daj mu piwo, a jak chcesz go widzieć ledwo żywego, leżącego na podłodze, daj mu wódki” :D Więc wybór był oczywisty i dostał piwo.

W ciągu prawie dwóch godzin (chyba tyle czasu, bo nikt nie patrzył na zegarki, tylko chciał, żeby te chwile trwały jak najdłużej), które z nami spędzili zostało zrobionych kilkadziesiąt zdjęć, w tym grupowe widoczne poniżej, rozdanych pełno autografów i przeprowadzonych koleżeńskich rozmów. Lecz co dobre szybko się kończy i Abe razem z Sergio odjechali, żegnani przez nas. Nie wiadomo jak to się stało, ale pojechali bez Franka, który zabrał się taksówką do hotelu, w którym się zatrzymali.

Po tym wszyscy naładowani wręcz nieziemską energią wróciliśmy do klubu. Dokończyliśmy „deftonsową” wódkę i zaczęliśmy grupką osób szaleć pod sceną przy muzyce Deftones i nie tylko. Zrobiliśmy sobie własne małe pogo. Zabawa były przednia. Co jakiś czas znalazł się ochotnik, który próbował swoich sił w tańcu na rurze, przy czym była kupa śmiechu. Zabawa trwała do godziny 4 nad ranem, do momentu kiedy Pan ochroniarz kazał wyłączyć muzykę i grzecznie wyjść.

Byłbym zapomniał wspomnieć o jednym, a mianowicie o osobie, obok której żaden fan Deftones nie mógł przejść obojętnie podczas After Party. Barman w Club Rocku był wręcz identyczny jak kochany przez nas Chi Cheng. To było wręcz niemożliwe. Na dowód zdjęcie poniżej

Na koniec dołączamy wrażenia kilku osób odnośnie koncertu i after party:

Kazik:

Wrażenia jak najbardziej pozytywne, koncert super, dużo włosów straciłem, nie rozwlekając się o poobijanym ciele, ale jakie to ma znaczenie w obliczu tak świetnej sztuki, ba, rzec można „misterium”. Jeden z tych zespołów mojej młodości, które musiałem zobaczyć, usłyszeć na żywo. Wspaniała sprawa. Przeszłość, beztroska przeszłość stanęła mi przed oczami wraz z dźwiękami Deftones, głównie z pierwszych trzech płyt. To co natomiast działo się po koncercie w Club Rocku przeszło mojej najbardziej chore oczekiwania. 3/5 Deftones odwiedziło skromny, warszawski klub i piło z obecnymi tam „wyznawcami” Ci ostatni, czyli Wy, okazaliście sie super ludźmi, fajnie było Was poznać, a miałem opory, by jechać na after… ależ bym popełnił głupotę! Dzięki jeszcze raz za wspólnie spędzony czas, było po prostu na full wypasie. Pokój!

Ola:
Zobaczyć chłopaków grających w moim rodzinnym mieście – zdecydowanie więcej niż mogłabym sobie wymarzyć! To co wydarzyło się w trakcie after party nadal jest dla mnie niczym sen. Pomimo tego, że minęło już tyle czasu od koncertu, nadal nie mogę w to uwierzyć. Można powiedzieć, że był to koncert zwieńczony pięknym happy endem. ;)

Grzegorz:
Długo zastanawiałem się, czy jechać do Warszawy, ale decyzja o wyjeździe była jak najbardziej trafiona. Na tak fenomenalnym koncercie już dawno nie byłem. To co Chino i spółka wyprawiali na scenie…tego się nie da opisać. Kto widział to wie o czym mówię ;) Szkoda tylko, że wszystko trwało jedynie 1:15h, ale jak na taki ograniczony czas, set był dosyć obszerny, a dobór kawałków każdego chyba zadowolił.

Po koncercie zbiórka pod bramą i wio na after. Ciekawie zaaranżowany rockowy klub robił wrażenie. Początkowo nudnawo, każdy sączy piwko, ludzie pomęczeni, po podróży z różnych miast. Nic się nie dzieje…do czasu! Ok. godziny 1ej w nocy do klubu wchodzą Abe, Frank i Sergio z ekipą technicznych (?). Tego nikt się nie spodziewał, że będzie okazja pogadać z „deftones’ami” i napić się razem piwa lub czegoś mocniejszego. I co było dla mnie niesamowite – podczas rozmowy miałem uczycie, jakbym rozmawiał z dobrymi kumplami, a nie z gwiazdami muzyki z najwyższej półki. Kiedy panowie w stanie mocno wskazującym zwinęli się do hotelu zaczęła się ostra zabawa. Pogo, tańce na rurze i totalne szaleństwo!! Kto nie był na afterku niech żałuje :)

Podziękowania dla:
– Luciousa – za zaorganizowanie klubu, w którym mogliśmy zorganizować after party,
– klubu Club Rock – za wyrozumiałość dla naszych poczynań ;)
– Mariusza „Morto” Sobolewskiego – za wyjście z inicjatywą wykonania koszulki, która zrobiła furorę,
– Macieja Kobusa (to ten miły Pan od lustrzanki ) za świetne zdjęcia,
– agencji GoAhead – za zorganizowanie prawdopodobnie najlepszego koncertu w naszym życiu,
– Warner Bros Records – za wywiad z Deftones
no i oczywiście wszystkim Wam Drodzy Fani Deftones za to że byliście tam z nami i pokazaliście, że Polska publika jest najlepsza na świecie. DZIĘKUJEMY!!!

Podziel się!

8 Comments »

  1. needle 8 października 2011 at 21:16 - Reply

    Świetna relacja. Miło znów powspominać ten niezapomniany wieczór, noc i poranek po części :P Pozdrowienia dla całej ekipy z aftera !! Thank U All !

  2. Sajdor 8 października 2011 at 21:51 - Reply

    Zaiste !! dziubek z raswidem bezcenny ^^
    Teraz pytanie, kiedy robimy następny zlot ? :D

  3. luccas 9 października 2011 at 02:10 - Reply

    sting

  4. piotruniog 9 października 2011 at 13:28 - Reply

    Spoko relacja, powiem Wam że z tego co widzę to było zajebiście, no i tyle fot z chłopakami z bandu, zajebiście!! Abe przyjechał wypocząć?? Licz się z tym, że tu jest Polska i nie było Was tutaj od początku kariery :)

  5. avebona 10 października 2011 at 14:15 - Reply

    nie „wódka time” ale wódżitsu!!!. Świetne foty

  6. SliverPL 10 października 2011 at 23:58 - Reply

    Przydałby się newsik o nowym teledysku do Beauty School :D http://www.youtube.com/watch?v=2bK4aeahcXc

  7. em 12 października 2011 at 19:35 - Reply

    niech was cholera!! strasznie zazdrosna jestem!!
    ja bylam w Reading… ale to pewnie nieumywa sie do tego co bylo w Polsce!
    mam nadzieje ze niedlugo bedzie okazja zeby to powtorzyc, wtedy napewno sie zjawie ;)

  8. Dymek 16 października 2011 at 16:06 - Reply

    :)

Leave A Response »