Wywiad dla Diffuser, lipiec 2015

Trudno uwierzyć, że Deftones grają razem już 27 rok. Wkrótce wydadzą swój 8 studyjny album, po nagranym 3 lata wcześniej „Koi No Yokan”. Redakcja serwisu Diffuser miała okazję w Detroit przepytać ich perkusistę Abe’a Cunninghama i klawiszowca Franka Delgado o nowym albumie, koncertowaniu razem z Incubus, czy o scenicznym stażu Deftones.

 

Diffuser: Co jakiś czas dochodzą do nas kolejne informacje i pogłoski dotyczące Waszego nowego albumu, jak data jego wydania (25 września), a czy zdążyliście już nazwać nowy longplay?

Frank: Jeszcze nie. Ale zrobimy to na dniach.

Abe: Obecnie nasz album zbliża się ku końcowi miksowania, jednak nie jesteśmy obecni przy tym, miksy są wysyłane do nas, gdy jesteśmy w trasie.

D: Czy jest Wam trudniej, gdy produkcja piosenek na albumie odbywa się niejako zdalnie, gdy nie ma Was fizycznie w studiu?

A: Wiesz, wolę być przy tym w studiu, ale dzisiaj, przez postęp techniki możesz zrobić prawie wszystko gdy nie ma Cię przy danej czynności, nie tylko o muzykę chodzi. Efekty nagrywania albumu możesz powrzucać sobie na swój telefon, do samochodu, i tak też jest dobrze, wszystko odbywa się dosyć szybko, jeśli zauważysz jakieś błędy czy coś, możesz to zasygnalizować i będzie to poprawione.

D: W ostatnim wywiadzie powiedzieliście, że macie napisanych 20 piosenek na nowy album, co jest Waszym rekordem. Czy czuliście jakieś dodatkowe przypływy kreatywności nagrywając obecny album?

F: Nagrywanie tego albumu było inne od reszty. Podchwyciliśmy coś, zaraz to porzucaliśmy, i myślę, że to jest to, czego wcześniej, przy nagrywaniu starszych krążków po prostu baliśmy się zrobić.. Wcześniej wchodziliśmy do studia i nie wychodząc z niego tworzyliśmy album w całości. To był dobry ruch z naszej strony, tym bardziej, że każdy potrzebował choć trochę przerwy od muzyki, chciał zobaczyć się z rodziną i po prostu wrócić do domu. Myślę, że przy następnych albumach jakie stworzymy razem, będziemy pracować podobnie, bo to pomogło nam nieco wydłużyć okres, w którym pracujemy nad nowymi piosenkami, jednocześnie wyrabiając się w odgórnym terminie.

D: Więc nie ma obaw, że stracicie pomysły i inspirację podczas tych Waszych przerw od nagrywania?

F: Słuchaj, jako Deftones jesteśmy najlepsi, gdy zbieramy się wszyscy razem i razem poszukujemy jakichś fajnych dźwięków, to jest tylko kwestia zbyt długiej rozłąki ze studiem nagraniowym, kiedy wszyscy za tym zatęsknimy, kiedy spotkamy się ponownie, co ważne, tego nie możesz w żaden sposób wymuszać, jeśli wiesz o czym mówię. Czasami pewne rzeczy przychodzą szybko, a czasami nie, ale możesz tak dostosować swoje otoczenie, żeby to wszystko działo się dla Ciebie w dogodnych momentach.

A: Tak długo, jak będzie istniał dany cel, akurat w naszym przypadku nagranie albumu, tak każdy z naszej piątki będzie chciał go zrealizować. Tak to już jest w muzyce, że
przez pewien okres czasu musisz być twórczy, nawet jeśli zupełnie w danym momencie nie jesteś, a nasze przerwy były fajnym sposobem na zyskanie tej kreatywności.

F: W czasie przerwy od nagrywania dajemy koncerty, potem wracamy i piszemy piosenki, a potem znów gramy parę koncertów, po tych koncertach udajemy się do domów, potem znów wracamy do studia na jakiś miesiąc lub więcej.

D: Czy Wasz nowy album znów prezentuje Waszą muzyczną ewolucję, czy może będzie swego rodzaju hołdem dla starszych dzieł?

A: Wiesz, myślę, że nie istnieje coś takiego jak „grać po swojemu”, ale znowu też nie mam nic przeciwko temu, kto tak sądzi. Od zawsze lubimy nieco poeksperymentować, więc na naszych pierwszych albumach były pewne smaczki, które z albumu na album stawały się coraz częstsze i ważniejsze. Generalnie jesteśmy gitarową kapelą, ale z czymś znacznie więcej.

F: Jeśli nasze piosenki są raz cięższe, a raz łagodniejsze to wiedz, że to nie jest ustalane wcześniej, że zbieramy się i mówi jeden do drugiego „nagramy jedną piosenkę ciężką, a drugą lżejszą” czy będziemy patrzeć na to jakiej muzyki chcieliby usłyszeć ludzie. Po prostu nagrywamy takie piosenki jakie lubimy. Możesz nazwać to nieco samolubnym, ale właśnie tak u nas się dzieje.

D: „Diamond Eyes” jest prywatnie jednym z moich ulubionych albumów od Was, szczególnie lubię w nim to, jak przechodzicie od dźwięków w „Diamond Eyes” do „Sextape”. Czy trudno jest znaleźć Wam kompromis między takimi sprawami?

F: Dałeś znakomity przykład. Ale ciężko jest nam wskazywać kto jest naszym „prawdziwym fanem”, bo jeśli ktoś kto lubi „Sextape” najbardziej na świecie, nie znaczy, że nie jest naszym prawdziwym fanem. Naszej muzyki słuchają ludzie w przeróżnych przedziałach wiekowych, co jest naprawdę spoko. Taka baza fanów pozwala nam być jeszcze kreatywna, i nie pozwala stać się typowym rockowym zespołem, który zagra to co ma zagrać, i nie będzie próbował niczego nowego.

D: Nie wydaje się dziwne dla Was, że ludzie są zaskoczeni, że istniejecie już ponad 25 lat?

A: To naprawdę super uczucie być w tym miejscu, gdzie jesteśmy teraz. We wcześniejszym wywiadzie mówiliśmy o tym, że przez cały czas jesteśmy w tej samej wytwórni, a to naprawdę mało znany fakt. Warner Bros. to naprawdę duża wytwórnia, wspierali nas przez resztę naszego grania, pomimo wielkich zmian w muzyce, i nasz ósmy album wydadzą także oni.

D: Jeden z synów Chino (wokalisty; Jakobi) gra w swoim zespole i niedawno wydał swoją pierwszą płytę. Czy chcielibyście, żeby Wasze dzieci robiły to co Wy?

A: Jeśli by tylko tego chciały, chociaż moje dzieci wolą bardziej sport niż muzykę. Jeśli naprawdę ciągnęłoby ich do tego – miałyby moje pełne wsparcie. Chcę tylko, żeby były w swoim życiu szczęśliwe, chociaż wiedzą, że ich tata „żyje na walizkach” i jest często wyczerpany i ich będzie czekać to samo.

D: Będąc w trasie z Incubusem, czy życie między jednym koncertem, a drugim jest łatwiejsze z powodu Waszego stażu na scenie, czy może nowych technologii?

F: Powiedziałbym, że jest nie tyle łatwiejsze, co bardziej komfortowe dla nas. Każdy ma tablety, laptopa z FaceTime czy Skype. Gdy byliśmy znacznie młodsi nie mieliśmy nawet komórki, a byliśmy na drugim końcu USA, i to wtedy też wydawało się dla nas łatwym. Kwestie jak ta są takie łatwe, jakimi je uczynisz, albo takie ciężkie, jakie chcesz, żeby były. Nawet wtedy, gdy nastały ciężkie dni dla naszego zespołu, gdzie narkotyki były na co dzień, było to tylko dlatego, że właśnie tak chcieliśmy w tych chwilach. Teraz już nie kopiemy pod sobą dołków, tylko się cieszymy chwilą i spędzamy razem dobrze czas.

D: Na koniec, czy nadal jesteście głodni muzyki po tylu latach razem i po kilku sukcesach?

F: Ja nie zdążyłem się znudzić graniem w Deftones, i nic nie wskazuje na to, żeby tak miało się stać. Teraz nastał naprawdę dobry czas dla nas, sposób w który się zmieniają różne sprawy i jaki przyjmują obrót jest ekscytujący, ale i może przerazić. To czyni Ciebie głodnym muzyki, grania jej na żywo i nagrywania następnych płyt. Chcesz tworzyć nowe utwory, chcesz się bawić i chcesz podróżować, jednak to wszystko oznacza odsunięcie się od rodziny, ale przez lata grania zdążyłem to zauważyć i się przyzwyczaić.

Tłumaczenie: Gottsu

…wróć do wywiady

Podziel się!