Wywiad dla Sacramento News Review, październik 2015

Ze wszystkich kapel, które zaczynały w latach 90 grających nu-metal, jedynie tylko parę przetrwało mniej więcej w jednym kawałku do dziś i zdążyło wyrobić sobie określoną markę.
Deftones, pochodzący z Sacramento, byli jednym z takich zespołów.

3 października upłynęło równe 20 lat od wydania ich pierwszego studyjnego albumu – Adrenaline. Album dotarł do 23 miejsca w jednym z notowań Billboardu oraz sprzedał się w ponad milionie kopii, pokrywając się platyną.

Przez lata istnienia Deftones zaczęło bawić się i eksperymentować z elektroniką, w efekcie do dnia dzisiejszego zespół wydał 7 różnych, ale zarazem 7 takich samych płyt. W międzyczasie zespół otrzymał jedyną w swojej historii nagrodę Grammy za piosenkę „Elite” w 2001 roku.

W 2008 roku zespół musiał się zmierzyć z przykrą wiadomością o wypadku ich basisty, Chi Chenga, który zmarł w wyniku powikłań w kwietniu 2013.

Zespół obecnie ciągle pracuje nad swoim 8 albumem studyjnym. Perkusista Abe Cunningham znalazł trochę czasu dla „Sacramento News & Review” żeby porozmawiać z nami na parę tematów.

 

Dziennikarz: Kiedy tak naprawdę zamierzacie wydać Wasz album? W internecie widać tylko wzajemnie wykluczające się informacje.

Abe: Szczerze: Nie wiem. Nie mamy nawet jeszcze jakiejś wstępnej nazwy czy choćby jednego tytułu piosenki dla niego. Ludzie z naszej wytwórni mówią nam, że mamy czas do wiosny, a nie ukrywając, nam taki termin obecnie najbardziej pasuje, jednak nie trzymaj mnie za słowo.

D: Jesteście ciągle pod skrzydłami Warner Bros. jeśli chodzi o wydawców Waszej muzyki. Podoba Wam się współpraca z nimi?

A: Jak każdy początkujący zespół przeżywaliśmy z naszą wytwórnią wzloty i upadki. Jednak zdążyliśmy spotkać ludzi, którzy okazali się być całkiem w porządku w stosunku do nas. Przez to, że znaliśmy tych ludzi, nawiązaliśmy wiele nowych, długich znajomości. Jesteśmy naprawdę prostymi facetami, gramy muzykę i lubimy przebywać w gronie ciekawych osób.

D: Czy spotkaliście się z ogromną presją po wydaniu Adrenaline?

A: Wierz albo i nie, ale do Self-Titled mieliśmy wielką autonomię, jeśli chodzi o nagrywanie albumów, o jakiej większość kapel mogła marzyć. Byliśmy młodsi, więc czas na bycie w zespole był super.
Jednak po sukcesie, jaki odniósł White Pony, musieliśmy z pewnych względów zmienić nasze nastawienie.

D: Jakie wrażenie artystyczne, lub nieco głębiej, osobiste wywarła na Tobie śmierć Chi?

A: Jego śmierć wywarła na nas to wrażenie, o które pytasz, w naprawdę wielu wymiarach. Nauczyła nas, żeby być wdzięcznym za to co mamy, żeby być bliżej naszych bliskich, żeby mieć więcej czasu na śmiech, i najważniejsze: być wdzięcznym za czas spędzony z nim przed wypadkiem, oraz to, że nasza piątka nadal może robić to co kocha. Nie ma dnia, gdy nie myślę o Chi.

D: Jak minęła Wam tegoroczna letnia trasa z Incubusem?

A: Było naprawdę spoko. Graliśmy przeważnie w samych wielkich salach czy na świeżym powietrzu, gdzie gromadziło się dużo ludzi. Z zespołami takimi jak Death From Above 1979 czy The Bots zdążyliśmy się zaprzyjaźnić, lub już dawno byliśmy z nimi kumplami.

D: Wiem, że macie dosyć dużą bazę piosenek, które gracie na swoich występach, którą często zmieniacie. Czy są jakieś piosenki (oprócz nowych) które chcielibyście dodać do Waszej setlisty?

A: To jest coś, nad czym rozprawiamy przez cały czas, i wszyscy w Deftones wiedzą, że trzeba to poprawić. Można iść na pewną łatwiznę, i grać mniej więcej te same piosenki przez cały czas, gdy nie jesteś headlinerem danej trasy, jak ta z tego roku z Incubusem, i to jest ten czas, gdy musisz coś zmienić. W Internecie widzę jak tylko nasi fani skarżą się na brak starszych piosenek, a my naprawdę chcemy coś z tym zrobić, jednak oni nie wiedzą, że nawet jeśli zagramy coś starszego, to nie wiadomo, czy będzie to pasować do reszty piosenek na koncercie. Obiecuję, że gdy wydamy nasz album i będziemy mieć więcej czasu na koncertach, to zagramy i te piosenki, o które upominają się ludzie.

D: Co robisz w trakcie, gdy nie gracie koncertów lub nie jesteście w trasie?

A: Powinienem Ci odpowiedzieć, że gram na perkusji. Ale tak nie robię. Spędzam ten czas z rodziną oraz przemierzając Sacramento wzdłuż i wszerz odkrywając coraz to nowe zakątki na moim rowerze. Chodzę też na koncerty oraz spotykam się z przyjaciółmi.

D: Trochę czasu minęło, od kiedy ostatni raz wystąpiliście w waszym rodzinnym mieście (wrzesień 2012). Są jakieś szanse na zagranie znów w Sacto?

A: Zagraliśmy i będziemy grać już wystarczająco dużo koncertów w tym roku. Wkrótce będziemy w Kalifornii i sąsiednich stanach na chwilkę, a potem na parę występów do Europy. To dosyć dziwne, że pochodzimy z Sacramento, a gramy tutaj naprawdę rzadko. Trasa na 2016 rok z wolna się zapełnia, więc kiedy tylko nasz album pojawi się w sklepach, będziemy mogli zagrać dosłownie wszędzie i nie ominiemy naszego Sacramento.

Tłumaczenie: Gottsu

…wróć do spisu wywiadów

Podziel się!