Wywiad w magazynie ‚Kerrang!’ listopad 2006

„Przez 2 lata leciałem naspidowany”
„Hej, człowieku nie będziesz miał nic przeciwko jak zrobię to gdy będę z Tobą
rozmawiał?”

Chino Moreno pociągnął z lufki z trawką w hotelowym pokoju przy stole, na
przeciwko mnie. Deftones i narkotyki, oczywiście, nic nowego. Ich przełomowy album
„White Pony”, wydany w 2000 roku, został nazwany przez narkotyk, który pojawiał
się często podczas sesji nagraniowej – kokaina.
Ale Deftones głównie było kojarzone z muzyką, byli? Najwyraźniej nie. Gdzieś w
okresie od wydania w 2003 roku albumu „Self-Ttiled” do wydania Saturday Night
Wrist w 2006 sprawy związane z Chino nie były piękne. Jak to wszystko wyjaśnia
mówi, że musiał przejść przez czarny tunel, który wyglądał jakby nowego albumu
Deftones miało nie być.

Chino odpalił swojego jointa i zaczęliśmy rozmawiać.

Aktualnie rozmawiasz z Kerrang! Nowy album był bliski nie wydania. Jakie było
źródło problemów w zespole?

C: Nie chciałem robić albumu tylko na „odpieprz się”. Po roku nagrywania go
pomyślałem, że wszystko brzmi co najmniej średnio. Więc zdecydowałem żeby z Team
Sleep ruszyć w trasę. Wiem, że reszta zespołu nie była zadowolona z tego faktu ale
musiałem na moment odpocząć od tego wszystkiego. W tamtym momencie nie wiedziałem
kiedy wrócę do albumu Deftones. Było wiele niejasności.

Przestało Ci zależeć na Deftones po ostatnim albumie?

C: Nie, że przestało mi zależeć ale było pełno uprzedzeń jak mamy brzmieć, o co
zawsze walczyłem. Nie chciałem powtarzać tych samych, poprzednich schematów.

Zawsze wydawało się, że Deftones to zespół budowany na konfliktach. Stephen
Carpenter jest metalowym gitarzystą , gdzie ty jesteś bardziej za abstrakcją.

C: Yeah, Steph zawsze chce robić mocne, agresywne piosenki ale myślę, że wtedy
nasz zespół trafiłby z szufladki „Nu-metal” do „metal. Naszym starszym fanom na
pewno by się to spodobało ale myślę, że tu jest więcej miejsca do
eksperymentowania.

Czy kiedykolwiek myślałeś o opuszczeniu Deftones?

C: Hmmm, nie. Chciałem być znów tym wszystkim pobudzony i czuć, że reszta zespołu
też jest. Również musiałem uporać się z paroma prywatnymi sprawami. Zrobienie
„Deftones” było prawdopodobnie najgorszym okresem w moim życiu.

Co sprawiało, że byłeś taki nieszczęśliwy?

C: Po pierwsze musiałem przejść przez rozwód z moją żoną, z którą byłem od 19
roku życia. Nie mogłem sobie z tym poradzić. Zawsze od tego uciekałem, oszukując
myśli. Muzyka jest świetną drogą ucieczki przed rzeczywistością ale rzeczywistość
wraca. Nie przejmowałem się zbytnio sobą. Nie uciekałem i nie chciałem schować się
przed ludźmi.

– Kiedy gwiazdy rocka odchodzą to zazwyczaj kojarzy się, że siedzą w ciemnym
pokoju i ćpają.

C: Yeah, wszedłem w okres gdy narkotyki i alkohol stał się inspiracją, ponieważ
moje życie domowe było…w wirze. Tylko to coraz mocniej psułem. Popalam teraz
trawkę ale narkotyki nigdy nie były dobre do tworzenia czegoś. Ostatecznie
powodują powstanie gównianych, niedokończonych pomysłów.

Kiedy zażywałeś cokę?

C: Zażywałem speeda, który był 200 razy mocniejszy od coki. Wpadałem w szaleństwo
pracy gdy na tym byłem. Mogłem być w studiu dniami ze świetnymi pomysłami ale
kiedy wracałem do nich na trzeźwo nie miały żadnego sensu.

Plus, zejście kiedy speed przestaje działać jest okropne.

C: Dokładnie. Nie możesz jeść, nie możesz spać. I kiedy idziesz spać, nie ma cie.
Później wstajesz i zaczynasz od początku. To popieprzone, najgorsze narkotyki na
świecie. Nigdy więcej tego nie użyję i nikomu tego bym nie polecał. To syf,
naprawdę zły.

Więc, jako artysta sprzedający miliony albumów, czemu poszedłeś najtańszą, najgorszą
drogą związaną z narkotykami?

C: Zacząłem z cocką robiąc „White pony”. To był naprawdę łatwy wybór z narkotyków
w tamtym czasie i wydawało się to być zabawne. Skończyłem z tamtym to zacząłem ze
speedem. Nie jest trudno się w to wkręcić. To naprawdę smutne. To nic z czego
mógłbym być dumny. Robiłem to by uciec od rzeczywistości, która otaczała moje
życie, co oczywiście spowodowało, że moje życie stało się jeszcze gorsze.

Co spowodowało zmianę?

C: Nigdy nie potrzebowałem jakieś rehabilitacji (odwyku) albo czegoś innego. Po
prostu zdecydowałem, że już więcej tego nie zrobię. To było rok temu i patrząc w
przeszłość ten czas nie był dobry. Odbiło się to i na zespole ponieważ każdy
wiedział o co chodzi. Nie chowałem się z tym. Jestem pewny, że nie byłem najlepszą
osobą do tego ponieważ moje humory ciągle się zmieniały. Przeniosłem się z
Sacramento do LA, żeby nie mieć styczności z tymi ludźmi, z którymi brałem
narkotyki.

Ale to nie była heroina czy crack?

C: Yeah, i nigdy tego nie zażyje. Speed i cocka to najmocniejsze narkotyki, z
którymi miałem styczność w swoim życiu. Teraz tylko zdaję sobie sprawę jak zły
obrót przybrały sprawy. Bycie sobą daje mi zupełnie inne perspektywy.

Jak jest w LA dla Ciebie?

C: Jest spokojnie. Żyję na Burbank. Jest pełno rzeczy do robienia
tutaj,kreatywnych, co jest fajne. Dodatkowo nasz zarząd jest tutaj więc czuję się
o wiele bardziej w to zaangażowany. Przeprowadziłem się jak tylko tu przyjechałem.

Co robisz dla zabawy poza muzyką?

W takich dniach? Gram w tenisa. Yeah! Lubię grać w tenisa w porannej porze dnia.
Prowadzę normalne życie, stając się coraz bardziej aktywny, generalnie wychodząc
częściej, ponieważ kiedyś spędziłem 2 lata w łazience.

Ubierasz takie śmieszne, malutkie białe spodenki do tenisa?

C: Tak. Wyglądam w nich całkiem dobrze.

Używasz MySpace?

Mam konto i wydaje mi się, że nikt nie wie, że to jestem ja. Używam tego by
posłuchać nowej muzyki – co oczywiście jest jasne w tym przypadku. Jestem ogromnym
fanem zespołów Godspeed You! Black Emperor – więc przeglądając te wszystkie
zespoły, skończyło się gdy znalazłem jakiegoś dzieciaka tworzącego świetną muzykę
w swojej sypialni. To świeża muzyka. Wydaję mi się, że obecnie to najlepszy rodzaj
muzyki w całym świecie. Bez ograniczeń.

Czego najbardziej boisz się w życiu?

Tego, że nie byłbym w stanie wymyślić czegoś kreatywnego. To jest powód dlaczego
nagranie ‚Saturday Night Wrist’było tak trudne. Nasza wytwórnia próbowała bym
współpracował z tekściarzami i częściowo z takim ludźmi jak Serj Tankian, czego
nigdy nie robiliśmy jako zespół. Czemu mielibyśmy? Ale zaciekawiło mnie to,
kwestionując moje zdolności. Narkotyki zabrały kreatywność. Nawet moje najgorsze
stany w życiu były lepsze – tracenie tego to mój największy strach. Ciężko by było
jeszcze raz przejść przez coś podobnego.

…wróć do wywiady

Podziel się!